Dlaczego przywołanie to najważniejsza komenda spacerowa
Przywołanie jako komenda życia i bezpieczeństwa
Komenda „do mnie” na spacerze nie jest elementem sztuczek ani dodatkiem do grzeczności. To narzędzie bezpieczeństwa, które w krytycznym momencie może zdecydować, czy pies uniknie wypadku. Chodzi o scenariusze, w których zwierzę nagle wybiega w stronę ulicy, rowerzysty, biegacza albo goni za sarną w lesie. W takiej sytuacji liczą się sekundy, a przywołanie musi być odruchem – szybkim, automatycznym powrotem, a nie długim namysłem psa, czy mu się to opłaca.
Przywołanie to także komfort codziennych spacerów. Pies, który niezawodnie reaguje na przywołanie, może korzystać z większej swobody: luźna smycz, dłuższa linka, a na odpowiednich terenach również spacery bez smyczy. Dla opiekuna oznacza to mniej napięcia i ciągłego „polowania wzrokiem” na potencjalne zagrożenia. Z kolei pies bez tej umiejętności zostaje często cały czas na krótkiej smyczy, bo opiekun zwyczajnie nie ufa komendzie „do mnie”.
„Przychodzi czasem” kontra niezawodny odruch
Wiele osób deklaruje, że ich pies „zna” komendę przywołania. W praktyce oznacza to często: pies przychodzi, gdy w okolicy nic się nie dzieje, jest głodny albo znudzony. Gdy pojawi się inny pies, intensywny zapach, poruszający się obiekt – przywołanie przestaje istnieć. To nie jest niezawodna komenda, tylko przydatne słowo, które czasami działa.
Niezawodne przywołanie na spacerze to coś zupełnie innego. To utrwalony nawyk, w którym pies:
- reaguje na pierwsze zawołanie, bez powtarzania i „proszę, proszę, do mnie, no chodź”;
- wstrzymuje bieżącą aktywność (wąchanie, bieg, zainteresowanie innym psem) i wraca do opiekuna;
- robi to szybko, zdecydowanie, często w radosnym biegu;
- ląduje blisko człowieka – przy nodze lub w wybranej „strefie”, a nie zatrzymuje się trzy metry dalej.
Różnica między „przychodzi czasem” a niezawodnym przywołaniem ujawnia się zawsze przy silnych bodźcach. To tam widać, czy pies ma tylko luźne skojarzenie z hasłem „do mnie”, czy wypracowany, mocny odruch.
Co wiemy, a czego nie wiemy o przywołaniu naszego psa
Co wiemy w większości przypadków? Większość psów reaguje na słowo „do mnie” w domu, na klatce schodowej lub w pustym parku. Opiekunowie często mówią: „On przecież wszystko rozumie, tylko czasem nie chce”. To pokazuje, że pies zna sygnał w warunkach niskiego poziomu rozproszeń.
Czego nie wiemy, dopóki nie sprawdzimy? W jakich konkretnie warunkach komenda rzeczywiście działa. Czy pies wraca:
- gdy w oddali pojawi się inny pies;
- gdy w krzakach ruszy się jeż lub kot;
- gdy ktoś wyrzuci resztki jedzenia przy chodniku;
- w lesie, na polu, na plaży – gdy w grę wchodzą zwierzyna lub duże otwarte przestrzenie.
Bez świadomego przetestowania przywołania w różnych poziomach trudności łatwo przecenić umiejętności psa. Dopiero kontrolowany trening w rozproszeniach pokazuje, jak wygląda realna reakcja na komendę „do mnie” na spacerach.
Dwa obrazy z praktyki: ulica i inny pies
Wyobraźmy sobie dwie sceny. Pierwsza: pies idzie na dłuższej smyczy, widzi po drugiej stronie ulicy innego psa. Napina się, zaczyna ciągnąć, wyrywa się z obroży lub smycz wypada z dłoni. Pies wpada na jezdnię, opiekun krzyczy „DO MNIE!”, pies ani nie zwalnia, ani nie ogląda się za siebie.
Druga scena: podobna sytuacja, pies dostrzega psa po drugiej stronie ulicy, startuje w jego kierunku. Opiekun wydaje krótkie, znane hasło przywołania, robi wyraźny ruch w tył. Pies, jeszcze w biegu, odwraca głowę, zawraca w pół kroku i pędzi do człowieka, bo wie, że ten sygnał zawsze oznacza bardzo opłacalny powrót. Różnica nie wynika z „posłuszeństwa z charakteru”, tylko z systematycznego treningu i konsekwentnego budowania skojarzeń.

Jak pies postrzega przywołanie – perspektywa zwierzęcia
Przywołanie jako przerwanie czegoś atrakcyjnego
Przywołanie prawie zawsze oznacza dla psa przerwanie atrakcji: gonienia zapachu, tropienia, zabawy, biegania z innym psem. Z tej perspektywy komenda „do mnie” brzmi jak: „zamknij teraz ten film w połowie i wróć do pokoju, w którym jeszcze nic się nie dzieje, ale może będzie nagroda”. Pies podejmuje decyzję w ułamku sekundy: zostać przy bodźcu czy wrócić do opiekuna.
Konflikt interesów w przywołaniu jest prosty:
- po jednej stronie – natychmiastowa przyjemność: ciekawy zapach, pogoń, kontakt społeczny z innym psem, eksploracja;
- po drugiej – obietnica u opiekuna: smakołyk, chwila zabawy, pochwała, ewentualnie koniec spaceru.
Jeżeli to, co oferuje opiekun, jest słabsze lub niepewne, pies naturalnie wybierze to, co już ma przed nosem. Dlatego przywołanie wymaga zbudowania bardzo silnej historii: zawsze, gdy usłyszysz to hasło i wrócisz, zawsze opłaca ci się zrobić ten wysiłek.
Silniejsze bodźce niż człowiek
Zapachy, ruch, inne psy, dzikie zwierzęta – to bodźce, które często wygrywają z opiekunem, jeżeli trening przywołania był zbyt ogólny lub niesystematyczny. Nos psa pracuje znacznie intensywniej niż ludzki. Kawałek jedzenia na ziemi czy ślad zostawiony przez inne zwierzę są dla niego czymś dużo ciekawszym niż standardowa karma w kieszeni człowieka.
Dla części psów głównym magnesem jest ruch: biegnący biegacz, rower, poruszający się krzak. Włącza się instynkt pogoni. Wtedy zwykłe „chodź” bez wcześniejszego, dobrze przygotowanego treningu ma niewielkie szanse przebicia. Podobnie jest w lesie: trop sarny czy dzika to dla wielu psów bodziec tak silny, że standardowe przywołanie okazuje się za słabe.
Trening przywołania musi uwzględniać te realne konkurencje. Pies nie żyje w próżni, działa w środowisku pełnym intensywnych bodźców. Komenda „do mnie” musi być budowana od spokojnych warunków aż po te trudne, gdzie inne bodźce są naprawdę atrakcyjne.
Emocje psa przy przywołaniu i rola reakcji człowieka
Pies przy przywołaniu może czuć ekscytację („bieg do człowieka to fajna gra”), niepewność („czy dostanę nagrodę, czy będzie złość?”), a czasem lęk („kiedy wracam, często jest awantura”). Te emocje decydują, jak wygląda jego reakcja na hasło.
Jeżeli opiekun reaguje krzykiem, gdy pies nie wraca od razu, a gdy w końcu pies podejdzie – pojawia się frustracja i kara („ile można cię wołać!”, „co ty robisz!”), to pies uczy się prostego wzorca: powrót do człowieka bywa niebezpieczny emocjonalnie. Z perspektywy zwierzęcia lepiej wtedy pozostać przy atrakcji i opóźniać moment kontaktu z człowiekiem.
Z drugiej strony, gdy opiekun jest przewidywalny: komenda „do mnie” zawsze oznacza nagrodę lub przynajmniej neutralny, spokojny kontakt, pies buduje zaufanie. Staje się pewny, że powrót nie skończy się karą, nawet jeśli zdarzyło mu się pobiec za daleko. Taka stabilna emocjonalnie reakcja człowieka jest jednym z filarów niezawodnego przywołania na spacerze.
Hasło przywołania jako bardzo korzystna decyzja
Celem treningu jest zbudowanie skojarzenia: „to słowo oznacza, że opłaca mi się natychmiast wrócić”. To nie jest kwestia „pan jest szefem, więc muszę”, tylko realnego bilansu zysków: z perspektywy psa powrót przynosi konkretne korzyści, a ich brak jest bardzo rzadki albo nie występuje.
Jak wygląda to w praktyce:
- hasło przywołania jest krótkie, zawsze takie samo i niezużyte (nie powtarzane dziesiątki razy bez reakcji);
- po powrocie pies dostaje coś wyjątkowego – bardzo dobre jedzenie, krótką dynamiczną zabawę, możliwość powrotu do eksploracji po chwili przy opiekunie;
- nigdy nie ma kary po przywołaniu – jeżeli trzeba psa ograniczyć, robi się to bez wyładowywania emocji;
- często po przywołaniu pies znowu dostaje „wolność” – nie zawsze koniec spaceru.
Jeżeli taki schemat powtarza się setki razy, przywołanie staje się dla psa czymś w rodzaju superokazji, a nie tylko przerwą w zabawie lub zapowiedzią powrotu do domu.
Fundamenty przed nauką komendy „do mnie”
Relacja i poczucie bezpieczeństwa jako warunek bazowy
Zanim rozpocznie się techniczny trening przywołania, trzeba sprawdzić fundamenty: relację psa z opiekunem i poczucie bezpieczeństwa przy człowieku. Pies, który boi się swojego opiekuna, ma problem z dotykiem, braniem na ręce czy zakładaniem smyczy, będzie miał słabszą motywację do szybkiego powrotu. Nie chodzi wyłącznie o smakołyki, ale o to, czy pies lubi bliskość człowieka i czuje się przy nim spokojny.
Jeśli relacja jest napięta, pełna kar, szarpania smyczą, krzyków, przywołanie staje się trudniejsze do zbudowania, bo powrót do człowieka nie jest dla psa atrakcyjnym miejscem. W takim przypadku warto równolegle pracować nad komfortem psa w domu, spokojnymi rytuałami, dotykiem, zabawą, by kontakt z opiekunem kojarzył się neutralnie lub pozytywnie.
Proste testy w domu: podążanie i reakcja na imię
Zanim padnie pierwsze „do mnie” na spacerze, można sprawdzić kilka prostych rzeczy w bezpiecznym środowisku:
- czy pies spontanicznie podąża za opiekunem między pokojami, gdy ten zmienia pomieszczenie;
- czy odwraca głowę na swoje imię, gdy jest zajęty wąchaniem miski, zabawką, spokojną aktywnością;
- czy potrafi przerwać krótką aktywność (np. lizanie maty) na sygnał słowny i podejść kilka kroków;
- czy przychodzi do człowieka po zaproszeniu gestem (klęknięcie, wyciągnięta ręka) w domu lub na korytarzu.
Jeżeli w tych warunkach pies ma problem z reakcją na imię lub z samym podejściem do człowieka, nie ma sensu wprowadzać od razu pełnego przywołania na spacerze. Najpierw należy wzmocnić te podstawowe reakcje w środowisku o niskim poziomie bodźców.
Rutyna spacerowa i „rozgrzewka” przed spuszczeniem smyczy
Stała rutyna spacerowa pomaga psu zrozumieć, czego może się spodziewać. Dobrze zaplanowany spacer ma elementy powtarzalne, na przykład:
- kilka minut spokojnego marszu na smyczy po wyjściu z domu – zanim pies dostanie większą swobodę;
- krótkie ćwiczenia koncentracji (reakcja na imię, spojrzenie na opiekuna, proste „chodź”) w spokojniejszym miejscu;
- dopiero potem przejście do obszaru, gdzie pies może być na dłuższej lince lub luzem.
Taka „rozgrzewka” mentalna pomaga psu przełączyć się z trybu domowego na spacerowy, ale w kontrolowany sposób. Pies uczy się, że kontakt z opiekunem jest częścią spaceru, a nie tylko dodatkiem. Zwiększa to szanse na dobry start przywołania, zanim pojawią się silniejsze bodźce.
Dobór nagród: co działa na konkretnego psa
Nie każdy pies reaguje tak samo na smakołyki, zabawę czy pochwały. Dla jednego kawałek parówki będzie szczytem marzeń, dla innego – przeciętnością wobec instynktu pogoni za ptakiem. Dlatego przed właściwym treningiem przywołania trzeba sprawdzić, co realnie motywuje danego psa.
Pomocne może być proste porównanie różnych rodzajów nagród:
| Rodzaj nagrody | Przykłady | Kiedy szczególnie użyteczne |
|---|---|---|
| Smakołyki | kawałki mięsa, parówki, suszone mięso, mokra karma na łyżeczce | pierwsze etapy nauki, ćwiczenia techniczne, przywołanie w umiarkowanych rozproszeniach |
| Zabawa | szarpak, piłka, krótki pościg za zabawką | psy z wysoką potrzebą ruchu, przywołanie z biegu, przełamywanie trudniejszych bodźców |
| Nagrody społeczne | pochwała głosem, głaskanie, przytulenie (tylko |
Stopniowanie trudności ćwiczeń domowych
Kiedy podstawy – podążanie, reakcja na imię, spokojny kontakt z opiekunem – działają w przewidywalnym otoczeniu, można podnieść poprzeczkę. Chodzi o to, by pies krok po kroku nauczył się wybierać człowieka zamiast bodźców, które są dla niego minimalnie ciekawsze niż pusty pokój.
Pierwszy krok to dodanie drobnych rozproszeń w domu. Przykłady:
- piłka leżąca na podłodze, zabawka w zasięgu wzroku;
- cicho włączony telewizor, otwarte okno z dźwiękami ulicy;
- członek rodziny przechodzący przez korytarz.
W takiej scenerii opiekun sprawdza, czy pies nadal reaguje na imię i jest w stanie oderwać się od bodźca, gdy usłyszy sygnał zapraszający (np. klaśnięcie, klęknięcie, lekkie cofnięcie się człowieka). Nagrody w tym etapie muszą być wyraźnie lepsze niż to, co pies ma „za darmo” w otoczeniu.
Jeśli pies zaczyna wybierać piłkę zamiast podejścia do człowieka, to informacja zwrotna: poziom trudności jest zbyt wysoki lub nagroda za podejście – zbyt przeciętna. Zanim padnie pierwsze „do mnie”, pies powinien mieć przećwiczone dziesiątki takich drobnych „mikro-przywołań” w codziennych sytuacjach.

Pierwszy etap – budowanie reakcji na imię i ruch człowieka
Imię jako dzwonek uwagi, nie komenda
Imię psa nie powinno znaczyć „przyjdź natychmiast”, tylko „spójrz na mnie, coś się dzieje”. To rozdzielenie funkcji ułatwia później pracę z przywołaniem. Co wiemy z praktyki? Psy, którym stale powtarza się imię w różnych kontekstach, często przestają na nie reagować. Imię staje się tłem, a nie sygnałem.
Ćwiczenie podstawowe wygląda prosto:
- pies jest w tym samym pokoju, zajęty spokojną aktywnością;
- opiekun mówi imię raz, normalnym tonem;
- gdy pies choćby drgnie uchem lub spojrzy w stronę człowieka – od razu pojawia się nagroda (smakołyk, zabawka, cichy „super”).
Przez pierwsze dni imię jest „masowane” dziesiątki razy dziennie w krótkich, kilkusekundowych sesjach. Bez powtarzania, bez podnoszenia głosu. Imię = kontakt wzrokowy = coś dobrego. W ten sposób powstaje odruch: usłyszałem, odwracam głowę.
Dlaczego ruch człowieka jest kluczowy
Dla wielu psów sygnały wizualne są łatwiejsze do odczytania niż słowa. Cofnięcie się o krok, przykucnięcie, odwrócenie się i lekkie odejście – to wszystko zachowania, które naturalnie zachęcają psa do podążania. Z tego korzystają doświadczeni trenerzy: zanim poproszą psa o powrót głosem, budują mu skojarzenie, że ruch człowieka uruchamia bieg w jego stronę.
Prosty schemat ćwiczenia w domu:
- pies jest kilka kroków od opiekuna, na luźnej smyczy lub luzem;
- opiekun lekko cofa się i klęka bokiem, wyciągając rękę w stronę psa;
- gdy pies startuje w jego kierunku, człowiek nagradza go przy sobie krótką serią smakołyków lub kilkusekundową zabawą.
Bez używania słowa „do mnie” pies zaczyna rozumieć, że ruch człowieka do tyłu oznacza: „opłaca się dobiec”. To fundament, który później przenosi się na warunki spacerowe.
Łączenie imienia z ruchem – pierwszy „mini-zestaw”
Gdy reakcja na imię i na ruch są rozdzielnie utrwalone, można je połączyć. Przykład sekwencji:
- opiekun wypowiada imię psa;
- gdy pies spojrzy – człowiek robi krok w tył lub delikatnie się odsuwa;
- pies rusza w jego kierunku i jest nagradzany przy nodze.
W ten sposób imię staje się zapowiedzią nie tylko patrzenia na człowieka, ale też ruchu w jego stronę. Słowo „do mnie” nadal nie pada – na tym etapie techniczne hasło byłoby zbyt obciążone. Najpierw ma działać sam mechanizm: człowiek się rusza, pies podąża, opłaca się być blisko.
Reakcja z różnych odległości w kontrolowanym środowisku
Kolejny krok to odległość. Zamiast zawsze stać dwa metry od psa, opiekun może:
- wołać imię z drugiego końca pokoju i dopiero potem się cofnąć;
- chować się częściowo za framugą i wyłaniać po tym, jak pies spojrzy;
- znajdować się w innym pokoju, ale wciąż w stosunkowo cichym otoczeniu.
Kluczowa zasada: nie zwiększać jednocześnie zbyt wielu parametrów. Jeśli rośnie odległość, nie ma dodatkowych, mocnych rozproszeń. Jeżeli pojawiają się bodźce (gość w domu, odgłos odkurzacza), odległość jest mniejsza. Celem jest powtarzalność: pies reaguje na imię i z radością podbiega do człowieka w różnych, ale nadal przewidywalnych konfiguracjach.

Drugi etap – techniczna nauka komendy przywołania na lince
Po co linka treningowa i jakiej użyć
Linka treningowa to narzędzie zabezpieczające psa i otoczenie, ale także element budujący konsekwencję. Z punktu widzenia bezpieczeństwa chroni przed wybiegnięciem na ulicę lub pogonią za zwierzyną. Z punktu widzenia nauki – pozwala delikatnie wspierać przywołanie bez krzyku i chaosu.
Praktyczne parametry:
- długość zwykle 5–10 metrów dla psów miejskich, 10–15 metrów dla psów pracujących w terenie otwartym;
- materiał niepalący dłoni (taśma, miękka linka), bez metalowych wstawek po całej długości;
- brak ciężkich karabińczyków, które obijają się o psa.
Linka nie służy do szarpania ani karania. Ma być przedłużeniem dłoni człowieka i umożliwiać „dodefiniowanie” komendy, gdy pies w realnym świecie ma pokusę, by nie wrócić od razu.
Pierwsze wyjścia na linkę – bez komendy „do mnie”
Przed wprowadzeniem hasła przywołania, pies musi oswoić się z samą linką. Jeżeli pierwszym skojarzeniem z długą smyczą będzie szarpnięcie lub ograniczenie, trudno budować na jej bazie pozytywne ćwiczenia.
Pierwsze sesje mogą wyglądać tak:
- spacer w spokojnym miejscu (pusty skwerek, mało uczęszczana łąka);
- linka luźno ciągnie się po ziemi, opiekun trzyma koniec, ale nie „zarządza” każdym krokiem psa;
- co jakiś czas człowiek lekko się oddala, kuca, klepie w udo, zachęcając psa ruchem, bez słowa „do mnie”.
Nagradzany jest każdy spontaniczny powrót, odwrócenie się w stronę człowieka, choćby na chwilę. Celem jest stworzenie obrazu: dłuższa smycz = większa wolność + opłacalne powroty, a nie tylko „kontrola i zakazy”.
Dobór hasła przywołania i pierwsze skojarzenia
Hasło przywołania powinno być krótkie, dźwięczne i nieużywane w innych kontekstach. Częste wybory to: „do mnie”, „wróć”, „tutaj”, imię + dodatkowe słowo („Riko, do mnie”). Kluczowe, by nie zużyć hasła w codziennych pogadankach typu „Riko, co ty robisz?”.
Techniczne „naładowanie” hasła można zacząć ciągiem powtórzeń bez wymagania zachowania. Schemat:
- w spokojnym miejscu opiekun wypowiada wybrane słowo raz, jasnym tonem;
- natychmiast po nim następuje kilka bardzo atrakcyjnych smakołyków lub krótka, energiczna zabawa;
- na początku nie oczekuje się od psa żadnej reakcji – słowo ma stać się zapowiedzią „super okazji”.
Taka „bankowość” sygnału sprawia, że kiedy zostanie on połączony z ruchem psa w kierunku człowieka, zwierzę ma już historyczną pamięć: to brzmienie oznaczało do tej pory same korzyści.
Łączenie hasła z ruchem do człowieka
Kiedy hasło jest już pozytywnie obciążone, a pies na lince chętnie zbliża się do opiekuna, można po raz pierwszy połączyć słowo z zachowaniem. Ważne, by zrobić to w sytuacji „na sukces” – przy umiarkowanych bodźcach.
Przykładowa procedura:
- pies jest kilka metrów od opiekuna, węsząc coś mało atrakcyjnego;
- człowiek mówi imię psa, czeka na spojrzenie;
- w momencie, gdy pies odwraca głowę, pada hasło przywołania („do mnie”) i opiekun lekko się cofa;
- pies rusza w jego stronę – ruch można miękko wesprzeć lekkim skróceniem linki, bez szarpnięć;
- po dotarciu do człowieka pies dostaje serię nagród oraz chwilę spokojnego kontaktu.
Hasło ma być zawsze sklejone z ruchem w stronę człowieka oraz z „wypłatą” przy nodze. Jeśli pies nie reaguje i nadal węszy, linka pozwala łagodnie zatrzymać go i poczekać, aż przeniesie ciężar ciała w stronę opiekuna. Nie ciągnie się psa po ziemi, tylko daje mu czytelną informację: innej opcji w tym momencie nie ma.
Częstotliwość powtórzeń i długość sesji na lince
Krótkie, częste powtórzenia sprawdzają się lepiej niż jedna długa „lekcja”. Orientacyjnie:
- 2–3 sesje dziennie po kilka minut w spokojniejszym miejscu;
- w każdej sesji kilka powtórzeń przywołania, oddzielonych zwykłym eksplorowaniem na lince;
- po każdym udanym przywołaniu, od czasu do czasu, ponowne wysłanie psa „na wolność” hasłem zwalniającym.
Model: „wróć – nagroda – znowu możesz biegać” uczy psa, że przywołanie nie służy wyłącznie kończeniu spaceru. W praktyce zwiększa to chęć do szybkiego reagowania nawet wtedy, gdy spacer naprawdę musi się już skończyć.
Błędy techniczne przy pracy na lince
W codziennym obrazie treningów powtarza się kilka schematów, które osłabiają przywołanie:
- ciągnięcie psa do siebie, gdy nie reaguje, bez dania mu czasu na własną decyzję;
- powtarzanie hasła („do mnie, do mnie, DO MNIE!”), co rozmywa jego znaczenie;
- brak nagrody po trudniejszych powrotach („przecież i tak przyszedł, po co smakołyk”).
Jeżeli pies, czując napięcie linki, przyspiesza krok w stronę człowieka, to ten moment zasługuje na wzmocnienie. Z perspektywy zwierzęcia właśnie podjął decyzję o współpracy pod naciskiem konkurencyjnego bodźca – zapamięta, czy było to dla niego opłacalne.
Trzeci etap – przywołanie w realnych rozproszeniach
Stopniowe wprowadzanie rozproszeń na znanym terenie
Zanim pojawi się pełen „świat zewnętrzny” z dziećmi, rowerami i innymi psami, warto sprawdzić przywołanie tam, gdzie pies bywa często. Znane podwórko czy łąka dają przewagę: bodźce są przewidywalne, a pies ma już utarte ścieżki zapachowe.
Plan może wyglądać następująco:
- pierwsze sesje – w godzinach mniejszego ruchu, gdy na horyzoncie nie widać psów ani biegaczy;
- stopniowe przechodzenie na pory dnia, kiedy otoczenie jest nieco bardziej aktywne;
- dalsze zwiększanie poziomu trudności – pojawienie się pojedynczych psów w odległości, dzieci na placu zabaw, pojedynczych rowerów.
Przy każdym skoku trudności liczba przywołań w czasie spaceru może być mniejsza, ale każde powinno być dopracowane i wyraźnie nagrodzone. To nadal etap nauki, nie testu.
Przywołanie w obecności innych psów – od dystansu do kontaktu
Inne psy są dla wielu zwierząt głównym „konkurentem” człowieka. Dlatego najpierw pracuje się na dystansie, w którym pies jest w stanie w ogóle myśleć – obserwuje, ale nie „wpada w tunel”.
Schemat:
- pies na lince obserwuje innego psa z odległości, przy której reaguje jeszcze na imię;
- po odwróceniu głowy w stronę opiekuna pada hasło przywołania, człowiek się cofa;
- po powrocie następuje wysokiej jakości nagroda (jedzenie, zabawa, a czasem kontrolowany, krótki kontakt z drugim psem jako „nagroda środowiskowa”);
- jeżeli pies nie jest w stanie oderwać wzroku, dystans jest zbyt mały – trzeba się oddalić i spróbować później.
Łączenie przywołania z możliwością podejścia do psów
Dla części psów realnym „sprawdzianem” nie jest samo oderwanie wzroku od innego psa, ale decyzja: wrócić do człowieka czy biec przywitać się. Jeśli każde pojawienie się psa kończy się pełnym zakazem kontaktu, opiekun szybko przegrywa w oczach zwierzęcia. Z drugiej strony nie każdy kontakt jest bezpieczny i sensowny.
Można wprowadzić prostą zasadę: tylko przywołany pies ma szansę na podejście do innego psa, nigdy ten, który samowolnie wyrywa się na kontakt. Przebieg wygląda wtedy tak:
- na horyzoncie pojawia się pies, opiekun zatrzymuje swojego na lince w komfortowej odległości;
- po krótkiej obserwacji pada hasło przywołania, człowiek cofa się o kilka kroków;
- po udanym powrocie pies dostaje nagrodę przy nodze;
- jeśli pies i sytuacja są bezpieczne, opiekun może powiedzieć hasło typu „idź się przywitaj” i pozwolić na krótki kontakt na luźnej lince;
- po kilku sekundach kontaktu następuje ponowne przywołanie, nagroda i odejście.
Z punktu widzenia psa układa się to w przejrzysty schemat: wracam, bo to otwiera mi drzwi do tego, na czym mi zależy. Opiekun nie jest więc tylko „przeszkadzaczem”, ale regulatorem dostępu do atrakcji.
Budowanie przywołania w pobliżu placów zabaw, rowerów i biegaczy
Ruchliwe obiekty – dzieci, rowery, hulajnogi, biegacze – wywołują u psów różne reakcje: od chęci pogoni, przez strach, po czystą ciekawość. W każdym z tych przypadków przywołanie pełni funkcję „ściągnięcia” psa bliżej człowieka, zanim emocje wezmą górę.
Bezpiecznym punktem startu jest obserwacja z dużej odległości, przy której pies potrafi:
- odejść od źródła ruchu, gdy człowiek się oddala;
- zareagować na imię i choć na sekundę spojrzeć na opiekuna;
- bez paniki przyjąć nagrodę (pies śmiertelnie zestresowany jedzeniem zwykle nie jest zainteresowany).
Trening opiera się na powtarzalnym schemacie: bodziec się pojawia – pies go zauważa – pada imię – po spojrzeniu hasło przywołania – odwrotowy marsz opiekuna z wypłatą przy nodze. Gdy taki cykl staje się rutyną przy większym dystansie, można:
- wybrać odrobinę bardziej ruchliwą ścieżkę;
- zatrzymać się nieco bliżej placu zabaw czy trasy rowerowej;
- pracować nad tym samym schematem, uważając, by pies nie przechodził w stan silnej ekscytacji lub paniki.
Jeżeli przy którejś próbie pies „zamyka uszy” i zamiera lub ciągnie do bodźca, oznacza to zbyt gwałtowny skok trudności. Cofnięcie się o kilka kroków i powrót do łatwiejszych warunków pozwala uniknąć sytuacji, w której przywołanie kojarzy się z bezsilnym krzykiem.
Praca z zapachami i dziką zwierzyną
Zapachy oraz ruch dzikich zwierząt bywają dla psa silniejszym magnesem niż inne psy czy ludzie. Z technicznego punktu widzenia przywołanie „na zwierzynę” to osobna liga – wymaga wcześniejszego, dobrze działającego przywołania w prostszych warunkach i często bardziej restrykcyjnego zarządzania środowiskiem.
Pierwszym krokiem jest nauczenie psa przerywania intensywnego węszenia w terenie umiarkowanie ciekawym. Przykładowo na łące bez widocznych saren:
- pies węszy na luźnej lince, opiekun stoi spokojnie;
- pada imię, po spojrzeniu – hasło przywołania i odwrót;
- po powrocie mocna nagroda przy nodze, czasem kilka kroków wspólnego truchtu;
- następnie ponowne zwolnienie do eksploracji.
Dopiero gdy pies potrafi kilkukrotnie oderwać się od węszenia, można wchodzić w obszary, gdzie realnie pojawiają się tropy zwierzyny. Tam linka powinna być trzymana z większą uwagą – tak, by w razie nagłego zrywu można było natychmiast zablokować ruch psa, ale bez gwałtownych szarpnięć.
Jeżeli pies ma historię pogoni za zwierzętami, rozsądnym rozwiązaniem jest łączenie treningu przywołania z dodatkowymi zabezpieczeniami (linka, kaganiec w razie potrzeby, wykluczenie niektórych miejsc) zamiast liczenia na jedno „cudowne” hasło. Fakty są takie: przy silnym popędzie łowieckim nawet dobrze wypracowane przywołanie wymaga czujnego zarządzania spacerem.
Przywołanie w mieście vs. w lesie – dwa różne światy
Warunki miejskie i leśne różnią się nie tylko liczbą bodźców, ale także ich jakością. W mieście więcej jest nagłych dźwięków, ruchu pojazdów i bliskości ludzi. Las daje z kolei pozorny spokój, ale może obfitować w tropy, zwierzynę oraz nagłe wyskoki z zarośli.
W praktyce dobrze działa podział priorytetów:
- Miasto – przywołanie ma być „awaryjnym hamulcem” w razie nagłego zagrożenia (otwarta brama, wybiegnięcie dziecka, spadający przedmiot). Najczęściej pies chodzi na smyczy lub krótkiej lince, a przywołanie ćwiczy się w parkach, na większych placach, osiedlowych skwerach.
- Las i pola – priorytetem staje się kontrola dystansu oraz reakcji na zapachy i ruch w oddali. Pies ma zwykle więcej swobody, więc przywołanie jest używane częściej, ale w mniej nagłych sytuacjach.
W obu środowiskach sprawdza się jedna zasada: najpierw budowa mocnego przywołania w wersji „rekreacyjnej” (wróć po nagrodę i wróć do zabawy), a dopiero potem używanie go w momentach krytycznych. W przeciwnym razie hasło kojarzy się psu wyłącznie z nagłymi, stresowymi sytuacjami.
Zmienność nagród a trwałość przywołania
Nagrody w przywołaniu to nie tylko smakołyki. Długofalowo lepiej sprawdza się mieszanka różnych wzmocnień niż powtarzanie jednego typu zachęty w nieskończoność. Z perspektywy psa bogatsze menu nagród czyni zachowanie bardziej odpornym na spadki motywacji.
W praktyce można rotować między:
- różnymi rodzajami jedzenia (suche przysmaki, kawałki mięsa, pasta z tubki);
- krótką zabawą (szarpak, piłka, pogoń za zabawką na sznurku);
- nagrodami środowiskowymi (po przywołaniu pozwolenie na powrót do węszenia, podejście do kałuży, wejście w krzaki, krótki kontakt z psim kolegą).
Pytanie kontrolne brzmi: co w danym momencie jest dla psa faktycznie atrakcyjne? Jeśli pies ignoruje nawet ulubione przysmaki, gdy tylko zobaczy konkretną zabawkę lub osobę, to właśnie one mogą stać się kluczową nagrodą po udanym przywołaniu w tych warunkach.
Jak reagować na „spóźnione” przywołanie
W realnym spacerze zdarza się, że pies zareaguje dopiero za drugim lub trzecim razem, a po drodze zdąży:
- podbiec do innego psa;
- zanurzyć nos w czymś atrakcyjnym z jego punktu widzenia, a niekoniecznie higienicznym;
- okrążyć krzak i wrócić po krótkiej „wycieczce”.
Z punktu widzenia nauki istotne jest ostatnie zachowanie w łańcuchu. Jeżeli pies ostatecznie wraca, dobrze jest ten powrót zaznaczyć nagrodą, ale jednocześnie zadbać, by wcześniejsze „wycieczki” przestały się opłacać. Przykładowo:
- po spóźnionym powrocie nagroda jest spokojniejsza, mniej emocjonalna, bez dalszego „szaleństwa”;
- pies przechodzi na chwilę na krótszą smycz, ograniczając możliwość natychmiastowego powrotu do wcześniejszej atrakcji;
- opiekun zmienia miejsce, tempo lub kierunek spaceru, by przerwać dotychczasowy „scenariusz”.
Kluczem jest unikanie wybuchów złości w momencie, kiedy pies faktycznie jest już przy człowieku. Z perspektywy psa kara zbiega się wtedy z przyjściem, a nie z wcześniejszym zignorowaniem komendy. W praktyce zmniejsza to chęć do powrotu przy kolejnym wywołaniu.
Co robić, gdy pies całkowicie ignoruje przywołanie
Zdarzają się sytuacje, w których pies po prostu „wyłącza się” – nie reaguje ani na imię, ani na hasło przywołania, jakby opiekun zniknął. Zwykle dzieje się tak w trzech typowych okolicznościach:
- bodziec jest zbyt silny w stosunku do etapu treningu (stado bawiących się psów, nagły wyskok zwierzyny, eksplozja hałasu);
- pies ma już wypracowaną historię ignorowania hasła w takich warunkach;
- brakuje fizycznego zabezpieczenia (brak linki), więc jedynym narzędziem staje się krzyk.
Technicznie oznacza to, że trzeba wrócić o kilka kroków wstecz:
- znów wprowadzić linkę lub krótszą linkę, jeśli pies był już „na wolno”;
- przeanalizować, przy jakim poziomie bodźców pies jeszcze reaguje na imię bez problemu;
- wzmacniać reakcję na imię i pierwsze kroki w kierunku opiekuna w łatwiejszych konfiguracjach;
- przez pewien czas nie używać „zużytego” hasła w sytuacjach, w których pies ma dużą szansę je zignorować.
Jeżeli konkretne środowisko (np. wybieg dla psów) stale generuje ignorowanie przywołania, często prostszym i bezpieczniejszym rozwiązaniem jest tymczasowa rezygnacja z takich miejsc, zamiast próby „przebicia się” przez nagromadzenie bodźców.
Różne typy psów, różne strategie wzmocnień
Psy, mimo wspólnych zasad uczenia się, znacząco różnią się poziomem motywacji na jedzenie, zabawę czy kontakt społeczny. Ten sam protokół przywołania może wymagać innej oprawy nagród w zależności od temperamentu zwierzęcia.
Przykładowo:
- pies bardzo nastawiony na węszenie – najcenniejszą nagrodą bywa powrót do eksploracji po krótkim przyjściu do człowieka, a same smakołyki odgrywają rolę „dodatku”;
- pies lękliwy wobec ludzi i ruchu – ważniejsze niż jedzenie są bezpieczny dystans od bodźców oraz spokojny, przewidywalny kontakt z opiekunem;
- pies impulsywny, kochający pogoń i zabawę – dobre działają krótkie sekwencje biegu z opiekunem czy zabawa szarpakiem po przywołaniu.
Co wiemy? Przywołanie nie jest jedną komendą, tylko zestawem skojarzeń: z człowiekiem, z nagrodami, z sytuacjami, w których się pojawia. Im lepiej te skojarzenia są dopasowane do konkretnego psa, tym większa szansa na powtarzalną reakcję także wtedy, gdy środowisko „woła” bardziej niż opiekun.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Od jakiego wieku zacząć naukę komendy „do mnie”?
Przywołanie można zacząć budować już u szczeniaka, nawet 8–10 tygodniowego, najpierw w domu i w bardzo spokojnych miejscach. W tym wieku pies szybko uczy się skojarzeń, więc każde zawołanie, po którym następuje atrakcyjna nagroda, tworzy fundament przyszłego przywołania.
U psów dorosłych zasada jest taka sama: start od prostych warunków i krótkich sesji. Różnica polega na tym, że dorosły pies ma już swoje nawyki i „konkurencyjne” bodźce (inne psy, zapachy), więc trening wymaga większej konsekwencji i kontroli otoczenia.
Dlaczego mój pies wraca w domu, a na spacerze „nie słyszy” komendy?
W domu poziom rozproszeń jest minimalny, więc pies ma łatwość skupienia się na człowieku. Na spacerze pojawia się kilka mocnych konkurencji naraz: zapachy, ruch, inni ludzie i psy. W tej sytuacji komenda „do mnie” jest tylko jednym z wielu bodźców. Jeśli nie była ćwiczona stopniowo w coraz trudniejszych warunkach, przegrywa z tym, co pies ma „pod nosem”.
Przed wyciągnięciem wniosku „on mnie ignoruje” warto zadać sobie pytanie: co wiemy o realnych umiejętnościach psa w rozproszeniach, a czego jeszcze nie sprawdziliśmy? Często okazuje się, że przywołanie było trenowane tylko na niskim poziomie trudności.
Jak zbudować niezawodne przywołanie krok po kroku?
Rdzeń treningu to stopniowe podnoszenie poziomu trudności. Najpierw pracuje się w mieszkaniu, potem na klatce schodowej, na cichym trawniku, a dopiero później w miejscach z większą liczbą bodźców. W każdym z tych etapów obowiązuje ta sama zasada: pojedyncze, krótkie hasło i natychmiastowa, atrakcyjna nagroda po powrocie.
W praktyce pomaga:
- używanie zawsze tego samego, krótkiego hasła („do mnie”, „tutaj”, gwizdek),
- nagroda lepsza niż „tło” – wyjątkowe smakołyki, szybka zabawa, a potem pozwolenie na powrót do eksploracji,
- kontrola otoczenia – najpierw lekkie rozproszenia, dopiero później inne psy, las, otwarte przestrzenie.
Kluczowe pytanie brzmi: czy pies miał realną szansę nauczyć się przywołania w takich warunkach, w jakich chcemy go używać?
Co robić, gdy pies nie reaguje na przywołanie i ucieka?
W danym momencie bezpieczeństwo jest ważniejsze niż „zasady szkolenia”. Jeśli pies już ucieka, priorytetem jest utrzymanie z nim kontaktu (głos, ruch w przeciwną stronę, kucnięcie, pokazanie smakołka) i doprowadzenie do powrotu, nawet jeśli wymaga to intensywnego wołania. Kara po powrocie (krzyk, szarpanie) tylko zmniejszy szansę, że następnym razem pies będzie chciał podejść.
Po takiej sytuacji potrzebny jest reset planu: spacery przez jakiś czas na lince treningowej, trening przywołania w kontrolowanych warunkach i unikanie scenariuszy, w których pies ma możliwość ucieczki „na pełnej swobodzie”. Brak reakcji na komendę sygnalizuje, że poziom trudności był za wysoki w stosunku do dotychczasowego treningu.
Czy wolno złościć się na psa, gdy wróci po długim wołaniu?
Z perspektywy emocji psa kara po powrocie jest jednym z najskuteczniejszych sposobów na zepsucie przywołania. Zwierzę nie analizuje sytuacji jak człowiek („wróciłem za późno”), tylko łączy fakty: podszedłem do opiekuna – spotkała mnie nieprzyjemna reakcja. W takim układzie kolejnym razem będzie miało więcej powodów, by zwlekać z powrotem.
Bezpieczniejszy schemat to: nawet jeśli powrót był opóźniony, spotkanie przy człowieku jest co najmniej neutralne, a najlepiej jeszcze nagradzane. Konsekwencje (np. krótsza smycz, linka, zmiana miejsca spaceru) można wprowadzić później, ale bez łączenia ich bezpośrednio z momentem przyjścia na zawołanie.
Jakie nagrody najlepiej działają przy nauce „do mnie”?
Przywołanie ma konkurować z bardzo atrakcyjnymi bodźcami, dlatego zwykłe, codzienne jedzenie często nie wystarcza. Sprawdzają się smakołyki o intensywnym zapachu i wysokiej wartości dla psa (np. miękkie kawałki mięsa, sera, specjalne przysmaki treningowe), a także krótka, dynamiczna zabawa ulubioną zabawką.
Dobrą strategią jest mieszanie nagród:
- smakołyki za większość powrotów,
- od czasu do czasu „jackpot” – większa, wyjątkowa nagroda za szybki, trudny powrót,
- po krótkim kontakcie z opiekunem pozwolenie psu na powrót do węszenia lub dalszej zabawy, jeśli to bezpieczne.
Dzięki temu pies widzi realny zysk w decyzji: zostawić bodziec i wrócić.
Czy przywołanie działa inaczej u psów myśliwskich, pasterskich, lękliwych?
Mechanizm uczenia się jest podobny, ale różni się „konkurencja”. Psy myśliwskie i z silnym instynktem pogoni częściej będą wybierały trop czy ruch, więc trening przywołania musi być u nich bardziej rozłożony w czasie, z bardzo starannie budowaną historią nagród. U psów pasterskich mocniejszym bodźcem mogą być rowery, biegacze, dzieci w ruchu.
U psów lękliwych dochodzi jeszcze kwestia emocji: jeśli pies boi się ludzi czy hałasu, może nie wracać nie dlatego, że „nie chce”, lecz dlatego, że nie czuje się bezpiecznie w pobliżu opiekuna w danej sytuacji (np. przy ruchliwej ulicy). W takich przypadkach oprócz samej komendy „do mnie” potrzebna jest praca nad ogólnym poczuciem bezpieczeństwa psa i stopniowe oswajanie z trudnymi sytuacjami.






